• Start
  • Stolica Górnego Śląska
  • Made in Katowice
  • Stare mapy
  • Informator regionalny
  • Rybnik
    HUTA SILESIA
    Huta na Paruszowcu upadła! pozostały po niej piękne, zabytkowe zabudownia przemysłowe, które nikomu nie są na rekę. Ani obecnemu właścicielowi, ani miastu, ani konserwatorow zabytków - najlepiej gdyby było tam puste pole... Te budynki jednak wciąż stoją i wciąż można je uratować.
    FOTO RYBNIKA
    rybnik
    Piękny /30
    rybnik
    Żywy /27
    rybnik
    Z boku /52
    CO TU ZNAJDZIESZ
  • informacje CO? GDZIE? KIEDY?
  • kierunkowskaz STĄD WSZĘDZIE
  • rybnickie SŁOWOTOKI
  • artykuły WYJADACZE LITER
  • gry,rybnikzabawy,rybnikhumor ŁAMrybnikGŁÓWKĘ
  • CZEGO TU NIE MA
  • suchych faktów o mieście
  • wielkich baz adresów firm
  • ciężkich tekstów i pieniactwa
  • lania wody i zapchajdziur
  • JAK SIĘ PORUSZAĆ
  • Na lądzie - rowerem.w.pl
  • Po wodzie - ref.rybnik.pl
  • Wrybnikpowietrzurybnik-rybnikaeroklub.rybnik.pl
  • Wrybnikinternecie - Kierunkowskaz
  • E-CAFE W RYBNIKU
  • NetStudio - ul. Kościuszki 24
  • ZABÓJCA PAPIEROSÓW
    Zabójca Papierosów poluje na stołówce studenckiej i "gasi" ich nałóg. Prosta gra z morałem ;)! Zagraj!
    POLECAMY WWW
  • Obec Rybník
  • Śląsk w internecie!
  • Pyrsk! Śląski humor
  • Agencja reklamowa Katowice

  • Redaguje zespół: Rybnicki Team
    Kontakt z portalem: O portalu
    MOJE MIASTO: OD AUTORA<- startowa 
    Od autora o "Moim Mieście"

    Zanim zaproszę Was w podróż po naszym mieście chciałbym wyjaśnić, skąd i jak się to wzięło. Na pomysł tego zbornika wpadłem z Metysem w Rakowie latem AD MM. Siedzieliśmy sobie przy piwie z ziółkami, patrzyliśmy na senną osadę (dziś to tylko rynek, może dziesięć ulic, parterowe, rzadziej piętrowe domki, gdy ongiś były to znane w całym uczonym świecie Sarmackie Ateny) i gadaliśmy sobie o mieście i miejskości, od idei Instytutu Ducha Miejsca poprzez architekturę, społeczność lokalną, samorząd i mitologię miejską aż po ekologię, hipermarkety czy walkę z eksmisjami. Na dobrą sprawę większość z nas to mieszczuchy w pierwszym czy drugim pokoleniu (do wyjątków należy Rafał, którego rodzina mieszka w Łodzi od upadku powstania 1863 roku, czy Żeton z Częstochowy, a przede wszystkim Karwaś - potomek holenderskich mennonitów przybyłych do Gdańska w XVI w.). Nasi rodzice czy dziadkowie mieszkali na wsi, lub w miasteczkach równie miejskich jak dzisiejszy Raków (trwających w dawnej Polsce dzięki wolności i pokojowi, a nie wytrzymujących ciśnienia nowszych czasów), często na wschodzie dawnej RP, skąd dopiero wojna i późniejsze uprzemysłowienie rzuciło ich do Gdańska, Wrocławia czy choćby Warszawy. Czytając opracowanie z lat 60-tych zdziwiłem się, kiedy się okazało, iż migracja dała zaledwie 1/5 wzrostu ludności miast w PRL-u, nieco ponad 2/5 było efektem przyrostu naturalnego, głównie na tzw. ziemiach odzyskanych, a niemal tyle samo - przyłączeń administracyjnych podmiejskich osad, lecz z drugiej strony wzrost wielkich ośrodków powodował upadanie małych, a gdyby uwzględnić i to, i fakt, że nowe miasta rozwijały się aż do lat 70-tych, okazałoby się, że udział migracji był znacznie większy. Powojenne przesunięcie Polski na zachód (mimo ogromu zniszczeń wojennych) sprawiło, iż nasze otoczenie z dnia na dzień stało się bardziej zurbanizowane i dziś miasto jest środowiskiem (mniej lub bardziej) naturalnym większości z nas. Przez długi czas nie umieliśmy się jednak w nim odnaleźć, co widać choćby po niepełnej odbudowie starych miast i rozrzedzonej zabudowie nowych osiedli - jako byli wieśniacy potrzebowaliśmy więcej powietrza i światła, widoku na puste pole i szerokiej drogi. Dziś powoli się to zmienia, powracamy więc do tradycyjnych form miejskiej przestrzeni (stąd m.in. moda nie tylko na albumy z fotografiami dawnych miast, ale i na uzupełnianie starówek w Warszawie i na ziemiach odzyskanych - swego rodzaju drugą falę odbudowy). Do tego dochodziła pewna obcość miasta - mówię szczególnie o ludziach, którzy przenieśli się z kresów wschodnich na zachodnie, poniemieckie (ta kwestia pojawia się w paru tekstach, a w prywatnej wymianie zdań zaistniała też jako pytanie o nasze prawo do tych ziem w zamian za ich odbudowę i zagospodarowanie, także w sensie kulturowym czy wręcz mitologicznym), ale istniała też obcość miasta w ogóle - kultura polska była wiejska za Polski szlacheckiej i antymieszczańska za Polski inteligenckiej. Łódź, może najbardziej miejskie z Polskich miast, była więc nazywana złym miastem (często była nim zresztą faktycznie - nawiasem mówiąc, widać w niej, że rosła wraz z rozwojem kultury materialnej nowych czasów, kiedy jeszcze nazewnictwo poszczególnych jej elementów nie było ustabilizowane, stąd swego rodzaju gwara nowomiejska z takimi określeniami jak krańcówki [końcowe pętle tramwaju] czy migawki [bilety miesięczne], czego brak np. w Gdańsku - tu przyszliśmy na gotowe niejako). W trzeciej Polsce (po tradycyjnej za I RP i etatystycznej za II RP i PRL-u, od 1989 roku - zachodnio / rynkowej) nie sposób już uchylać się miastu, trzeba je przemyśleć i przyswoić, a zacząć wypada od rozpoznania naszego aktualnego obrazu miejskości (niektórym osobom tytuł MOJE miasto sugerował, że musi być to od razu jakieś poczucie zakorzenienia, przywiązania doń - nie koniecznie, jest moje, bo tu żyję, bo to ja je widzę i opisuję, a co czuję właśnie ta praca miała dopiero pokazać). To tyle w kwestii, skąd wziął się pomysł niniejszego zbornika (mam przy tym nadzieję, że nie ostatniego, choć kolejne ruszałyby już inne sprawy, na przykład miejską mitologię, sposoby walki o rzeczywistą samorządność czy wizję miasta dla człowieka).

    Pomysł to jedno, a wykonanie to już insza inszość. Trzeba było pomyśleć z czym i do kogo się zwrócić, jak sformułować temat. Pozostawiliśmy sprawę otwartą - po części z lenistwa, po części traktując niniejszy zbornik jako swego rodzaju sondę na temat widzenia miasta (a by rzecz unaukowić o występniak poprosiłem znajomego socjologa - to bardzo poważny uczony i żeby się dowiedzieć, co myśli, musiał przeczytać bardzo wiele książek, to zaś trwa i stąd pewne opóźnienie w pracy). Formuła była dowolna, można więc było pisać o historii i współczesności, o realnym mieście i swoich nań projekcjach (w końcu wszystko to mówi o tym, czym ono dla nas jest; trudno nie uznać za godne uwagi na przykład opisania głównej dzielnicy handlowej jakiegoś miasta jako zbioru pałacyków w parkach). Naturalnie część ludzi miała dostęp do poprzednich tekstów i sugerowała się nimi (co widać nawet po tytułach niektórych tekstów; z Mojego Gdańska wyszły inne moje miasta, co - by uniknąć monotonii - usunąłem, jednak - by być wierny autorom - oznaczyłem gwiazdką (*) i poskutkowało - następni już tego nie robili). Także ci, co pisali na żywca, nieraz potem uzupełniali swoje teksty pod wpływem innych. Jeśli idzie o same teksty, to większość z nich jest oryginalna i powstała specjalnie do zbornika. Tylko kilka tekstów jest starych (dwa większe - mój i Antoniego - rozrosły się przy tym dla potrzeb niniejszego zbornika, z czego mój w środkowej części urósł tak bardzo, że niemal trzykrotnie zwiększył objętość całości - i pomyśleć, iż zrazu chciałem tylko dopisać, pod wpływem innego tekstu, jedno zdanie o łaźni na Osieku :)), jeden zaś został spiratowany (ten a nie inny, bo akurat on był pod ręką) w miejsce tekstu o Wilnie, który nie powstał, bo Walentyn nie złapał swego przyjaciela - rosyjskiego Żyda z Wilna - w Izraelu, a pan Czesław ładnie rzecz opisał, zahaczając o istotną kwestię odnajdywania się w cudzym miejscu. Nie powstało zresztą znacznie więcej, częściowo dlatego, że nie udało mi się dotrzeć do paru osób (jak do dziecka ulicy i jej werbalnego poety - Bzyka, czy mistrza miejskiego survivalu - dr.Eda), częściowo zaś dlatego, iż ludzi zmogła niechęć czy lenistwo. Na szczególne problemy natrafiłem próbując zdobyć tekst o Warszawce - kurcze, czy tam nikt niczego nie robi dla zabawy i liczy się tylko kasa czy kariera!? Podobnie poniekąd rzecz miała się też z jej małą siostrzenicą - Gdynią, choć tu motywowano to nie brakiem czasu, lecz związków z miastem. Nie ma, wbrew dużym nadziejom z nim wiązanym, tekstu o Krakowie, Kazimierzu i Nowej Hucie, ale... niedoszły autor niniejszego jest nie tylko historykiem sztuki, lecz także tamtejszym głośnym rewolucjonistą, a ci - jak wiadomo - ładnie gadają, dużo obiecują, a potem tylko figę dają i nigdy niczego nie piszą. Nie ma też tekstu o Gdańsku z perspektywy starego Niemca z wyboru, bo jego niedoszły autor z Berlina najpierw powiedział, że nie pisze niczego o tej porze roku - obiecał jednak, że nadrobi to jesienią, lecz potem zamiast tego dał 30-stronicowy tekst z mnóstwem cytatów o krzywdach Niemców w II wojnie światowej. Nie ma wreszcie drugiego tekstu o Kielcach, więc musicie sami - jeśli chcecie - dotrzeć do Raportu z miejskości autorstwa Wojtka Wytrycha, miejskiego szamana, którego w/w opis miasta stał się dla mnie jedną z głównych inspiracji do podjęcia tego tematu, ale Wojtek już latem nie miał siły na nic i pozostał w Opatowie, kiedy ja z Metysem pojechaliśmy do Rakowa [a jednak sukces, w ostatniej chwili Wojtek podesłał skróconą wersję tekstu]. By pokonać te trudności i zdobyć niektóre teksty przyszło mi zwracać się do bardzo różnych, czasem zupełnie mi nie znanych wcześniej osób, zagranicy nie wyłączając. Przeciwnie stało się u nas, gdzie trzeba było niemal trzymać rzecz w tajemnicy, by nie zostać zalanym kolejnymi kawałkami o Wrzeszczu np., choć od razu wiedziałem, że będę chciał rozbić Gdańsk czy Trójmiasto na kawałki i dlatego zrezygnowałem z wychodzenia poza swą dzielnicę, a więc i poza dzieciństwo (mój pełniejszy, uczony opis Gdańska mogę zainteresowanym wysłać mailem: jwal@pg.gda.pl) - inaczej musiałbym napisać np. o górolesie, dla którego na wiele lat porzuciłem miasto, unikając go w czasie spacerów, a nawet myśląc o ucieczce na wieś, a zwłaszcza o Sopocie, który dla mego dojrzałego życia i dla anarchii jest może ważniejszy od starego Gdańska, mimo iż to tam się wszystko zaczęło, dlatego trochę mi żal, iż Jacob nie uznał za warte naszej uwagi tego, co napisał o Sopocie i swoim powrocie z gór do miasta. Sam Sopot jest przy tym miastem osobnym, które samo wystarczyłoby za serce Trójmiasta, czego tak brak Łukaszowi z Krakowa, a przecież takich serduszek jest tu wiele (Gdańsk, Wrzeszcz, Oliwa, Sopot, Gdynia, by nie wspominać o mniejszych, jak Orłowo, Nowy Port czy Orunia, która nawet swą telewizję przez jakiś czas miała), bowiem zarówno Trójmiasto, jak i sam Gdańsk czy jego śródmieście są policentryczne, każda stara dzielnica jest tu osobnym, samodzielnym miastem (czego mogę dowieść przykładami a nie tylko odczuć wyobraźnią :-)), najczęściej ma przy tym własny herb, historię (nieraz osobną aż do XX wieku), własny styl architektury, a często i mitologię (zaś Wrzeszcz jest istnym zagłębiem literackim, co widać choćby po ilości tekstów jemu poświęconych, stąd pochodzą nie tylko wszyscy nasi bardziej znani pisarze z czasów polskich, ale i niemiecki noblista Günter Grass), nie ma więc u nas klasycznego centrum i peryferii miasta. Szło mi też o możność pokazania wielu wizji tego samego miejsca. Temu też miało służyć równoległe zamówienie tekstu o Kielcach u braci Wytrychów (niestety, zamiast uzupełnienia doszło tu do redukcji i zniknął zupełnie pewien ważny w ich twórczości temat - magia miejska), czy próby zdobycia tekstów od tzw. zwyczajnych ludzi, czy choćby japiszonów, ale... oni nie piszą w ogóle, więc większość autorów, mimo różnorodnych orientacji (od skrajnej lewicy po takąż prawicę, od chrześcijan i neopogan po anarchistów), pochodzi ze środowiska szeroko rozumianej alternatywy.

    To, co - mimo przeszkód - udało nam się osiągnąć, niniejszym prezentujemy, ja zaś chciałbym tu wspomnieć jeszcze o tym, co udało mi się w czasie samej współ / pracy. Przede wszystkim miałem niezłą radochę (a czasami wręcz poczucie dumy) z owoców naszej wspólnej roboty (za którą w imieniu Instytutu RSA Duch Miejsca, wydawcy niniejszego zbornika, serdecznie dziękuję autorom - mam nadzieję, że z wzajemnością :-) - zaś, że była to współpraca, świadczą choćby wzajemne wpływy, inspiracje, ale i liczne rozmowy czy listy na marginesie pisania bądź niepisania tekstów). Czytając, przyjemnie było mi się odnajdywać w miejscach znanych z autopsji i gubić, próbując odnaleźć się w miejscach dla mnie nowych. Po drugie udało nam się chyba wkręcić ludzi w próbę przemyślenia swego stosunku do miejsca własnego zamieszkania (bywało, że autor prosił o czas na połażenie po mieście, przypomnienie sobie tego czy owego w plenerze i poukładanie w głowie), a co za tym idzie - w odczucie choć trochę ducha miejsca, istoty miejskości (czy będzie to zaczątkiem nowej tożsamości - opartej na ziemi / miejscu a nie krwi / języku - jako alternatywy dla jej dowolności czy też braku tożsamości w ogóle, to już inna sprawa). W tym miejscu chciałbym wyrazić nadzieję, że stanie się to także udziałem czytelników, zapraszam więc do wspólnego spaceru...

    J@ny P. Waluszko
      <- wstecz
    REKLAMA

    do góry  
    rybnik© Copyright by Rybnicki Team 05-10