• Start
  • Stolica Górnego Śląska
  • Made in Katowice
  • Stare mapy
  • Informator regionalny
  • Rybnik
    RYBNIK NOCĄ
    Rybnik nie jest sennym miasteczkiem. Niektóre bary i kluby w Śródmieściu otwarte są do świtu. Rybnicki Rynek rzadko, nawet o bardzo późnej, nocnej porze jest bezludny. Rybnik staje się miastem akademickim na każdym polu :)
    FOTO RYBNIKA
    rybnik
    Piękny /30
    rybnik
    Żywy /27
    rybnik
    Z boku /52
    CO TU ZNAJDZIESZ
  • informacje CO? GDZIE? KIEDY?
  • kierunkowskaz STĄD WSZĘDZIE
  • rybnickie SŁOWOTOKI
  • artykuły WYJADACZE LITER
  • gry,rybnikzabawy,rybnikhumor ŁAMrybnikGŁÓWKĘ
  • CZEGO TU NIE MA
  • suchych faktów o mieście
  • wielkich baz adresów firm
  • ciężkich tekstów i pieniactwa
  • lania wody i zapchajdziur
  • JAK SIĘ PORUSZAĆ
  • Na lądzie - rowerem.w.pl
  • Po wodzie - ref.rybnik.pl
  • Wrybnikpowietrzurybnik-rybnikaeroklub.rybnik.pl
  • Wrybnikinternecie - Kierunkowskaz
  • E-CAFE W RYBNIKU
  • NetStudio - ul. Kościuszki 24
  • ZABÓJCA PAPIEROSÓW
    Zabójca Papierosów poluje na stołówce studenckiej i "gasi" ich nałóg. Prosta gra z morałem ;)! Zagraj!
    POLECAMY WWW
  • Obec Rybník
  • Śląsk w internecie!
  • Pyrsk! Śląski humor
  • Agencja reklamowa Katowice

  • Redaguje zespół: Rybnicki Team
    Kontakt z portalem: O portalu
    MOJE MIASTO: OKIEM SOCJOLOGA<- startowa 
    "Moje Miasto" okiem socjologa

    Socjologowie, szczególnie ci zorientowani na badania empiryczne, są zakochani w reprezentatywności. Dla nich wyniki badań ukazują jakiś obraz rzeczywistości społecznej, kiedy są przeprowadzone zgodnie z odpowiednimi procedurami - z populacji są wybrane i badane osoby odpowiadające dla badanego problemu odpowiednim wiekiem, płcią, zamieszkaniem w miejscowościach o określonej wielkości i innym kryteriom społeczno - demograficznym. Jak mawiał mój wykładowca logiki z okresu studiów, socjologowie są liniowi, a przez to ich wiedza jest ogólna, statystyczna i pozbawiona tego, co najciekawsze - znika w niej konkretny człowiek z jego rozterkami, subiektywizmem, indywidualnym losem, bólem itp. Natomiast psychologowie według niego są punktowi - widzą tylko jednostki, a tracą z pola widzenia szersze horyzonty, procesy historyczne.
    Materiał do dziełka zatytułowanego "Moje miasto" nie jest reprezentatywny, co wynikało ze sposobu jego powstania, zresztą nie mogło być inaczej. Dla socjologa jest to misz-masz na temat problematyki więzi ludzi z miejscami, w których się wychowali, w których mieszkają. Brakowało pytań - problemów orientujących autorów w sposobie wyrażenia stosunku do własnego miejsca urodzenia / zamieszkania / dłuższego pobytu (właściwe wybrać). No cóż, wolność oznacza pewien - miejmy nadzieję, że twórczy - chaos. Obecnie w naukach społecznych (w tym w socjologii) coraz częściej stosuje się badania jakościowe, które - acz obarczone subiektywnością - są ciekawsze niż ilościowe. I ten materiał należy traktować jakościowo, tzn. wczuwać się w intencje piszących, odkrywać powiązania między pamięcią, emocjami, analizami i obrazem miejsc zamieszkałych przez jakieś społeczności.

    Przestrzeń miejska (wiejską nie będę się zajmował - jest poza obszarem autorskich relacji) jest zawsze odczytywana i wartościowana przez jej mieszkańców. Ciągłe poruszanie się w przestrzeni prowadzi do powstania w umysłach ludzi trwałych obrazów, przekonań, które można nazwać mapami mentalnymi. Proces budowania mapy mentalnej wynika z konfrontacji rzeczywistości realnej bezpośrednio doświadczanej (przestrzeni, krajobrazu) i znanej pośrednio za pomocą opisów, fotografii, filmów. Dzięki zmysłom, często działającym wybiórczo, powstaje zapis pamięciowy tego, co specyficzne dla miasta i jego ocena. Inaczej miasto "widzi" niewidomy, poruszający się na wózku inwalidzkim, czy choćby taksówkarz. Ten zapis modyfikują czynniki psychologiczne (struktura osobowości), kulturowe (np. pochodzenie z rodziny przekazującej pewne kody kulturowe, język opisu, wiedzę historyczną lub rodziny o prostej wizji życia i wrażliwości estetycznej), społeczne, ekonomiczne. Oczywiście w niektórych przypadkach można to uwarunkowanie przekraczać, ale mowa tu o zasadach ogólnych, a nie o przypadkach szczególnych. W celu rozpoznania przestrzeni i znajdujących się w niej obiektów można dokonać ich rozróżnienia i klasyfikacji według różnych nakładających się kryteriów, takich jak: fizjonomiczne (zabudowane - niezabudowane, niskie - wysokie, wąskie - szerokie, rozległe - ciasne), funkcjonalne (mieszkaniowe, przemysłowe, handlowe), prawne (publiczne - prywatne) i symboliczne (świeckie - sakralne). [w: "Socjologia. Problemy podstawowe", Warszawa 1991, Bohdan Jałowiecki, "Człowiek i przestrzeń", s. 190]. Przestrzeń miejska dostarcza różnych komunikatów, zarówno bezpośrednich (szyldy, znaki drogowe itd.), jak i pośrednich (pomniki, budynki użyteczności publicznej, drogi, parki, ulice). Poziom odczytywania komunikatów pośrednich wymaga jednak przygotowania intelektualnego. Można widzieć jakiś pomnik tylko jako ładną rzeźbę, atrakcyjne miejsce spotkań, ale można też wiedzieć o stylu w jakim został zbudowany, przez kogo, w jakim celu, jakie wydarzenia historyczne miały miejsce w jego pobliżu. Niektórzy autorzy zastanawiając się nad atrakcyjnością jakiegoś miejsca lub jej brakiem wskazali na archetypy przestrzenne funkcjonujące najczęściej na poziomie podświadomości. Do podstawowych archetypów przestrzennych należą: krzyż i koło, plan szachownicy (w oparciu o taką zasadę budowano większość miast amerykańskich, generując wiele problemów współczesności), front i tył, droga, drzwi, próg, most. Nieprzypadkowo hieroglif egipski oznaczający miasto przedstawia krzyż w kole. Jeżeli w mieście rozpatrywanym jako całość ludzie łatwo identyfikują centrum i centra dzielnic, a w kwartałach mieszkaniowych rozpoznają, choćby podświadomie, jakiś sens, to w takim mieście się odnajdują i czują pewnie. Przykładem negatywnym jest układ przestrzenny blokowisk, który oznacza dowolność, chaos i anonimowość. Nawet opisywanie nowo poznanym znajomym, jak w takim labiryncie trafić do mieszkania, jest trudne.
    Na pełną, wielowymiarową ocenę przestrzeni miejskiej składa się wiele jej wymiarów tworzących, jak stwierdzają socjologowie, kilka form ładu. Są to:
  • ład urbanistyczno - architektoniczny oznaczający stopień harmonii przestrzeni miejskiej (położenie domów, ich kształt i wielkość, zgodność współwystępujących stylów architektonicznych, ilość i położenie w tkance miejskiej terenów zielonych - ogrodów, parków, obiektów małej architektury, np. fontanny, przebieg dróg i ścieżek);
  • ład funkcjonalny, oznaczający walory użytkowe mieszkania, osiedla, dzielnicy i miasta jako całości, wyrażające się nasyceniem sklepami, punktami usługowymi, klubami, kawiarniami, ośrodkami zdrowia, żłobkami, placami zabaw dla dzieci, szkołami;
  • ład estetyczny, oznaczający ocenę piękna lub brzydoty przestrzeni miejskiej. O tej ocenie decydują rodzaj zabudowy (kształt i kolorystyka budowli, obecność w nich elementów podkreślających symetrię lub asymetrię, co tworzy nudną lub ciekawą architekturę, wygląd budynków na skrzyżowaniach ulic - np. domy z wykuszami, rzeźbami, kształt wejścia do klatki schodowej, ornamenty), nasycenie i wygląd szyldów, neonów, reklam, wreszcie czystość;
  • ład społeczny wyznaczony przez ocenę stosunków społecznych (więzi sąsiedzkiej, osiedlowej, dzielnicowej i miejskiej, poczucie bezpieczeństwa lub jego brak);
  • ład ekologiczny odnosi się do wartości ekologicznej miejsca, w którym mieszkańcy żyją. Wartość tę wyznaczają stopień zanieczyszczenia środowiska, nasłonecznienia, poziom hałasu, cyrkulacji powietrza, obecność lub nie przemysłu uciążliwego dla mieszkańców (Adam Bartoszek, Leszek A. Gruszczyński, Marek S. Szczepański, "Miasto i mieszkanie w społecznej świadomości", Katowice 1997, s. 15-16).

  • Ludzie budują obraz swojego miejsca także poprzez odniesienie się do wyżej wymienionych typów ładu i porównywanie z innymi miejscami, w których przebywali, o których słyszeli. Dlatego mówią dzielnica / miasto czysta, brudna, lepsza, gorsza, robotnicza, niebezpieczna, pełna zieleni, miasto z przeszłością lub bez niej. Nazywamy to waloryzacją (wartościowaniem) przestrzeni, a jej efektem jest wybór miejsca zamieszkania (o ile jest możliwy), wypoczynku, zakupów, zabaw, randek itp.
    Utożsamianie się z jakimś miejscem, odczuwanie więzi z nim jest odkrywaniem niewidzialnych nici między sobą i miejscem, w taki sposób, że wiele różnych elementów zaczyna tworzyć przestrzeń znaczącą na tyle atrakcyjną, iż można w niej właściwie - to znaczy w sposób pełny, twórczy - istnieć. I, o paradoksie, nie zawsze więź z miastem wynika z pozytywnej oceny wszystkich wymienionych form ładu miejskiego. Czasami nawet - jeżeli w mieście terenów zielonych jest niewiele, a środowisko przyrodnicze jest zdegradowane - to odczuwalna więź z innymi ludźmi, nawet traktowanymi przez większość jak margines, staje się dominująca w waloryzacji miasta. Właściwie każdy z opisów więzi należałoby odnieść do form ładu w mieście i skrupulatnie zanalizować, co u każdego z autorów decyduje o stosunku do miasta.

    W przestrzeni miejskiej, w zależności od stopnia korzystania z niej przez wszystkich mieszkańców, można wyróżnić przestrzeń publiczną, półpubliczną i jej odmianę - półprywatną, wreszcie prywatną.
    Przestrzeń publiczna to przestrzeń dostępna wszystkim mieszkańcom i odwiedzającym miasto. W jej obrębie znajdują się budynki administracyjne, sieć usługowo - handlowa (banki, sklepy, hotele, kluby, kina, punkty rzemieślnicze, targowiska) i miejsca rekreacyjne. Jej centrum może stanowić rynek miejski - rodzaj środka miasta, ciągi piesze - deptaki itp.
    Istnienie przestrzeni półpublicznej wynika z wartościowania miejsc i ich zawłaszczania przez niektóre grupy społeczne, zawodowe itp. i jest określone mechanizmami gospodarki wolnorynkowej, przyczyniającymi się do oceny miejsc pod kątem ich ceny, atrakcyjności. Zajmowanie tych miejsc wyraża się ich ogradzaniem (np. zamknięte i niedostępne dla osób postronnych parkingi różnych instytucji), zajmowaniem przez osoby i grupy (np. pijaczkowie mający swoje stałe miejsca, squotersi). Przestrzeń półpubliczna ogranicza publiczną i często burzy zakładane funkcje różnych miejsc (np. pijaczkowie "okupujący" fragment parku, zajmujący plac zabaw).
    Przestrzeń półprywatną wyznaczają zwykli ludzie, zagospodarowując miejsca wokół bloków, kamienic (ogródki przydomowe), części klatki schodowej, wspólnych strychów, korytarzy. Ta przestrzeń - wobec braku prawnych uregulowań własności i konkurencji potencjalnych użytkowników - staje się nierzadko przedmiotem sporów i konfliktów.
    Przestrzeń prywatną stanowią mieszkania i wszystkie inne miejsca prawnie (własność, własność lokatorska, efekt przydziału kwaterunkowego itp.) należące do rodzin (Adam Bartoszek, Leszek A. Gruszczyński, Marek S. Szczepański, "Miasto i mieszkanie w społecznej świadomości", Katowice 1997, s. 15-16).

    Po wszystkich tych przestrzeniach mieszkańcy poruszają się z większą i mniejszą częstotliwością. Ich ścieżki życia przecinają różne obszary miasta, wychodzą poza nie w świat lasów, rzek, klasztorów, miejsc zniszczonych przez cywilizację. Wydaje się, że jednym ze wskaźników utożsamiania się z miastem jest możliwość poruszania się w poczuciu bezpieczeństwa i swojskości po jak największej części przestrzeni własnego miasta.
    Układ tych zróżnicowanych przestrzeni: od publicznej do prywatnej, ma charakter lekko dynamiczny i wpływa na relacje między ludźmi nasycone współdziałaniem, obojętnością lub rywalizacją, przeradzającą się niekiedy w agresję. Według socjobiologicznej teorii P. L. van der Berghe w polu określonym przez takie zjawiska jak: hierarchiczność, terytorializm, agresję, współzawodnictwo o zasoby, presję populacyjną i społecznie wytworzone potrzeby przebiega ludzkie zachowanie. Terytorializm oznacza tu "bronienie terenu o stosunkowo stałych granicach przed zajęciem lub używaniem go przez osobniki tego samego gatunku". Rodzina ma swoje mieszkanie lub dom, squotersi zajętą kamienicę, chłopaki z ulicy mają swoje osiedle, dzielnicę, podobnie jak młodzieżowy gang czy kibole, grupa etniczna ma swoje getto, kościół swoje majątki, państwo - obszar administracji. Grupy te w różny sposób zaznaczają swoje terytorium, od drzwi wejściowych z wizytówką, poprzez malowanie graffiti, aż do zachowań prymitywnie plemiennych typu zaczepki, bicie obcych. Kształt przestrzeni miejskiej jest także efektem hierarchiczności, czyli stosunkowo stałego porządku pozycji społecznych u ludzi. Bogatsi zabudowują centra miast, a obecnie dzielnice satelickie, otoczone widzialnymi i niewidzialnymi murami, jak kiedyś murami obronnymi całe miasta. Zamożniejsi by się odróżnić, zaznaczyć swoją pozycję budują pałacyki, dworki, łącząc bardziej i mniej udanie style architektoniczne, dodając kolejne ornamenty. Zawłaszczenie jakiegoś terytorium i zajęcie odpowiedniego miejsca w hierarchii społecznej daje poczucie swojego miejsca, pewność siebie i ogranicza agresję do form mniej drastycznych, a bardziej symbolicznych.
    Historycznie rzecz biorąc różne historie miast polskich wyznaczyły: wielowiekowa dominacja szlachty z jej niechęcią do poszerzania praw mieszczan, prawo na jakim miasta były lokowane, stopień ich podległości różnych instytucjom i osobom (miasta królewskie, kościelne, wreszcie szlacheckie), ich struktura zaludnienia zdominowana w wielu miastach przez ludność niemieckojęzyczną, opóźniony w stosunku do Europy zachodniej rozwój manufaktur, a później przemysłu, przesunięcia granic państw i wreszcie kolejne wojny. Okres prosperity miast polskich był stosunkowo krótki, a gwałtowny rozwój miast miał miejsce w XVI i na początku XVII wieku. Rzadko zdarzają się historie niezwykle szybkiego rozwoju miasta, jak to miało miejsce w przypadku Łodzi od XIX wieku poczynając.
    Autorzy "Mojego miasta" opisują około 30 miast i miejscowości w Polsce i poza nią (np. Lwów, Stanisławów). Obok opowieści o miastach dużych, a częściej ich dzielnicach (Warszawa, Poznań, Łódź, Lublin, Białystok), są i relacje pochodzące z mniejszych i małych miejscowości (Otwock, Milanówek, Pszczyna, Czechowice, Zawiercie). W swoich tekstach autorzy stosują różne sposoby narracji: od opisu wędrówek po różnych ulubionych miejscach, poprzez opisy historii miejscowości przeznaczone dla wyimaginowanych wycieczek, aż po rozważania na temat regionu, miejsc granicznych między regionami kulturowymi i politycznymi (np. status Czechowic czy Zawiercia) i wreszcie koncentrują się na rozważaniach o tożsamości indywidualnej (kim jestem) i społecznej (jak się czuję wśród innych mieszkających tam, gdzie ja). Czasami trasa hipotetycznego zwiedzania łamie konwencjonalną zasadę: poprzez drogę wiodącą w jednej płaszczyźnie poprzez miejsca znaczące w historii miasta na rzecz pięcia się w górę (klatki schodowe, mury, dachy), by zobaczyć z wielu różnych perspektyw to, co jest dla większości mieszkańców ukryte (patrz: "Białystok ezoteryczny"). Rozważania o historii dawnej przeplatają się z opowieściami i anegdotami z niedawnej przeszłości i teraźniejszości (patrz np. o malarzu - prymitywiście Gibasie w: "Moje Czechowice"). W odniesieniu do przemian wolnorynkowych z większości tekstów wyziera dystans, ironia lub niechęć. Niektóre miasta albo współcześnie upadają (np. "Niestety po nastaniu "nowej ery", ery kapitalizmu, zakłady lotnicze jako zakłady nierentowne poszły się jebać. Mielec stał się miastem strukturalnego bezrobocia i niewiele pomogła nawet "strefa ekonomiczna"... - tekst "M - jak miasto, M - jak Mielec") albo przeżywają okres stagnacji.
    Z tekstów wynika, że najczęściej proces budowania identyfikacji z miejscem jest utrudniony przez historię (zabory, wojny, pożary, przesunięcie granic Polski ze wschodu na zachód, zmiana zasięgu jej województw nie uwzględniająca regionalizmów), której wyrokiem doszło do migracji ludności na wielką skalę, zniszczenia struktury wielu miast i historycznych budowli decydujących o ich niepowtarzalności. Inne przyczyny problemów więzi z miejscowością tkwią w ich peryferyjnym znaczeniu, obserwowanym przez niektórych autorów regresie ekonomicznym (np. likwidacja jedynego, większego zakładu w mieście), "zawieszeniu" miejscowości gdzieś pomiędzy innymi, większymi, bardziej atrakcyjnymi miejscami - miasto przy linii kolejowej współcześnie nie niosącej szans rozwojowych. Dlatego niektóre miejscowości o często arcyciekawej historii dysponują tylko pozostałościami - kikutami przeszłej prosperity. Mimo tego, jak zaznacza autor jednego z tekstów "mieszkam w Zawierciu, czuję z tym miastem pewną więź. Wszyscy się dziwią takiemu postawieniu sprawy: współmieszkańcom to miasto wydaje się ohydne i kto może to stąd zmyka, albo zostaje i narzeka, odwiedzającym nie podoba się za cholerę. A ja czuję się tu dobrze, jednak gdy pytano mnie dlaczego, nie potrafiłem odpowiedzieć w taki sposób, by pytający rozumiał w czym rzecz. To nie jest kwestia obiektywnych faktów (atrakcje turystyczne, miejsca rozrywek wszelakich, ciekawy układ przestrzenny, łatwo wyczuwalny, pociągający klimat itp. - tego u nas nie ma), lecz subiektywnego poczucia zadomowienia w tej przestrzeni, odnajdywania się tam, gdzie innym śmieszno i straszno, wydeptywania własnych ścieżek. O te ścieżki się właśnie rozchodzi. To ważne: skoro wydeptywałem ścieżki sam, to są one specyficzne i dlatego ta opowieść nie będzie o mieście takim, jakie jest obiektywnie (od tego są przewodniki i monografie - pierwszą z nich przeczytałem przed dwoma laty), ale takim jakie ja odczuwam i przede wszystkim - jak je poznawałem." Jak widać ład estetyczny miasta nie musi być decydujący w jego subiektywnym obrazie.

    Pytanie o więź z miejscem każe autorom sięgać do miejsc pochodzenia rodziców. Ten ślad zakorzenienia w miejscowości okazuje się być najczęściej płytkim (autochtoniczność jest zjawiskiem rzadkim). Tożsamość indywidualną i społeczną budują wspomnienia młodości (dotykające głównie problematyki przestrzeni prywatnej i półprywatnej) najczęściej nasączonej magiczną rajskością i mitologizacją miejsc, spotkań, często nie mających nic wspólnego z tymi, które są dla miasta charakterystyczne - tzw. centra spotkań, deptaki z knajpkami, kościoły, pomniki jak altana Gutenberga w Gdańsku - Wrzeszczu. W tekstach niejednokrotnie pojawiają się wspomnienia o przedmiotach zapowiadających upowszechnienie nowych technik, jak radio, które były na początku czymś rzadkim i zbliżały ludzi z kamienicy lub o niecodziennym hobby ludzi z okolicy, wymyślanych zabawach. Szlaki własnego doświadczenia miasta są niejednokrotnie dalekie od tego, co informatory o mieście wskazują za najciekawsze, warte zobaczenia. Stąd miejscowe nazwy dzielnic, osiedli, konkretnych miejsc bywają zupełnie inne niż oficjalne. Fakty te wskazują, że miasta żyją życiem nieoficjalnym, niejako utajonym, a także mają charakter częściej policentryczny, niż monocentryczny. Czasami o klimacie miejsca decyduje język, którym mieszkańcy posługują się (patrz: opowieść o gwarze poznaniaków), niekiedy tym czymś jest zapach miasta, jak pisze autor eseju o Otwocku lub niektóre jego dźwięki, odgłosy ("Otwock to także dźwięk. Dźwięk powszechny i uspakajający, roznoszący się codziennie o tych samych porach, rytmicznie z przygwizdem, to dźwięk przejeżdżających pociągów. Słysząc ten dźwięk wiesz, że wszystko działa i jest w porządku", patrz także teksty o Gdańsku).
    W subiektywnym pejzażu miast niektórzy autorzy pomijają pewne miejsca np. sklepy. W ich polu świadomości pewne miejsca w zasadzie nie istnieją, gdyż są zwyczajne, tuzinkowe. Można pokusić się o typy miast zdominowanych przez jeden wymiar (niech czytelnik sam pokusi się o zabawę w klasyfikację opisywanych miast):
  • miasto kultury i historii (np. Poznań);
  • miasto wielokulturowe - współcześnie, a częściej pełne wspomnień takiej przeszłości (np. Gdańsk);
  • miasto zdegradowane - zapyziałe, anonimowe, brzydkie, bez szans na rozwój (np. Sokółka);
  • miasto poczekalniowo - ucieczkowe np. Pszczyna (z tekstu o Milanówku - "Kiedy paręnaście lat temu trafiłem do Skandynawii, wielkim odkryciem i zdziwieniem było dla mnie, że tam ludzie traktują miasta w których żyją, jako pełnowartościowe miejsca pobytu; jako MIEJSCA DO ŻYCIA NA CAŁE ŻYCIE. Ja z moich pobytów w polskich miastach raczej wyniosłem nastawienie, że w mieście jest się chwilowo, czasowo; i jak najczęściej - a latem koniecznie - trzeba uciekać stamtąd gdzieś w góry lub nad wodę. Życie w mieście - tak, ale jak w jakiejś promieniotwórczej strefie, w której wprawdzie wytrzymać można, ale długo żyć się nie da. Tymczasem tam zauważyłem, że Norwegom, Finom, Szwedom ich miasta służą tak, jak nasze ośrodki wypoczynkowe.");
  • miasto - zaplecze dla metropolii, wygodna sypialnia.

  • Jak widzisz czytelniku, materiał do analizy zakorzenienia / wykorzenienia w mieście zawiera wiele problemów bardziej szczegółowych. Generalne pytanie, jakie można postawić po przeczytaniu tekstów brzmi: Czego ludzie oczekują od miasta? (Piękna? Harmonii? Przestrzenności? Różnorodności? Dobrych klimatów międzyludzkich? Ducha historii? itp.). Nasuwają się także pytania, na które częściowo tylko autorzy udzielają odpowiedzi:
    Gdybyś mógł wybrać swoje miejsce zamieszkania, czy byłoby to miasto, z którym jest związana większość twojego życia, czy też inne miasto lub wieś?
    Co szczególnie decyduje o tym, że czujesz się w mieście swojsko, bezpiecznie?
    Czy odczuwasz ciągłość historyczną swojego miasta (jego charakter, tradycja, zabudowa)?
    Czy jest coś decydującego o klimacie miasta, co na twoich oczach odchodzi bezpowrotnie w przeszłość?
    Czym powinno charakteryzować się według Ciebie miasto "spełnionych marzeń"?
    Jakie widzisz zagrożenia, a jakie szanse dla twojego miasta w nowym systemie ekonomicznym RP?

    Mam nadzieję, że ten tekst pisany przez człowieka nie zajmującego się profesjonalnie socjologią miasta pomoże w smakowaniu kolejnych relacji o "duchu miejsc" i da parę narzędzi do wnikliwej analizy swojskości i obcości miasta.

    RadeK
      <- wstecz
    REKLAMA

    do góry  
    rybnik© Copyright by Rybnicki Team 05-10